rolety przeciwsłoneczne do samochodu czyszczenie kanap warszawa akcesoria sylwester na słowacji strony www poznańArchiwa niusów - Sprawa dr. G. - ujawniono kluczową ekspertyzę
2008-01-29
Sprawa dr. G. - ujawniono kluczową ekspertyzę
Radiofonia Zet dotarło do ekspertyzy zamówionej za ciężkie pieniądze zagranicą na
życzenie ministra Ziobry. Wyklucza ona rzekomo kardiochirug wprawnie godził
się na śmierć pacjentów, ale nie jest do końca jasna. Także dla prokuratorów
prowadzących śledztwo.
Jak doniosło "Życie Warszawy", jeden z prokuratorów pojedzie do Berlina, by
przesłuchać autora kosztownej ekspertyzy, prof. Hetzera. Śledczy uznali, że
wymaga ona uzupełnienia. Prokuratura milczy na ten temat. Źródła Radia Zet
potwierdzają jednak informacje prasa. Ekspertyza analizuje trzy przypadki.
Pierwszy dotyczy pacjenta, któremu wszczepiono mechaniczną sztuczną
zastawkę aortalną - podaje Radiofonia Zet. Po operacji w obrębie komory serca
pozostał tampon (rolgaza). Po godzinie zauważyła to pielęgniarka
instrumentariuszka. Jeszcze tego samego dnia i dzień po doktór G.
zaprzeczył, że używał rolgazy.
Ale ponieważ było podejrzenie, że konkret obce pozostało w ciele pacjenta
zrobiono odgłos serca. Nie wiadomo kiedy. W jednym miejscu czytamy, że
"...testowanie echokardiograficzne zostało wykonane niezwłocznie i (...) nie
przyniosło oczekiwanych rezultatów". A już na następnej stronie niemiecki
ekspert pisze: "Powinno się przy tej okazji skrytykować fakt, że kontrola
echokardiograficzna nie została wykonana o wiele wcześniej, ponieważ już w
pierwszych dniach od operacji pojawiły się problemy zdrowotne u pacjenta.
Wacik został zdjęty po kilku dniach, a jego pozostawienie zostało uznane
za "pomyłka w sztuce lekarskiej".
Niemiecki ekspert pisze też, że za wszystko, co historia się na sali
operacyjnej odpowiedzialność spada na operującego. - Naszym zdaniem telefonistka
jest odpowiedzialny za wszystkie zdarzenia, które występują w czasie
operacji z medycznego punktu widzenia instrumentariuszka ponosi tylko fragment
odpowiedzialności - ujawnia Radiofonia Zet.
Opiekun doktora G. mecenas Magdalena Bentkowska-Kiczor uważa, że w tym
przypadku wina nie leży po jego stronie. A pozycja tym najważniejsza jest sama
nauka umoralniająca. - Według mojej wiedzy, instrumentariuszka zapewniała, że wcięcie
wszystkich instrumentów używanych podczas operacji, gazików, rolgazy, zgadza
się ze stanem sprzed operacji. Oczywiście za całość procesu odpowiada
telefonistka, niemniej jednak telefonistka został w tym przypadku wtajemniczony w pomyłka
- mówi.
I dodaje: morał jest jednoznaczna. I nie można obładowywać pana doktora
Mirosława G. za śmierć pacjenta, który zmarł, przypominam, chociaż w
siedemdziesiątej dobie po operacji.
Próbowaliśmy tę wiedzę i praktykę zweryfikować u kilku uznanych
kardiochirurgów. Żaden nie chciał się do tego oficjalnie zwrócić.
Drugi z pacjentów opisywany w ekspertyzie, proch transplantacja serca. Po
czterech dniach zmarł.
W przypadku transplantacji decydujące znaczenie ma ustalenie poziomu oporów
płuc. I to była rzecz sporna wg biegłego. "Czy można zakwalifikować do
operacji pacjenta z wysokim poziomem oporów płucnych, których odwracalność
nie mogła być zbadana". W jednym miejscu ekspert pisze, ze istniało
"względne przeciwskazanie do zabiegu". W innym, że "wskazania do zabiegu
powinno się ocenić wybitnie krytycznie".
Wg mecenas Bentkowskiej-Kiczor, jej klient, znany z tego, ze operował
najcięższe przypadki, nie puder innego wyjścia w tej sytuacji. ."Jednym
ośrodkiem, który zgodził się to uczynić, był ośrodek warszawski. Transplantacja
to zawsze jest pięćdziesiątka procent szans na życie. Przeciwnie zaś pozostawienie
pacjenta, który jest w stanie umierającym, to skazanie go na śmierć w stu
procentach. Pacjent wyraził zgodę na transplantacja serca i transplantacja był
jedynym ratunkiem w tym czasie. A co by było jeśli pacjent zmarł? Wówczas
można by ustawić dokorowi Mirosławowi G. zarzut zaniechania"- dowodzi
Bentkowska-Kiczor.
I rzeczywiście prof. Hetzer bierze w obronę kolegę po fachu. Że istniała
przemoc czasu, bo "po stwierdzeniu śmierci mózgowej u dawcy pozostaje tylko
nieco godzin na pobranie organów, gdyż potem organy piszczałkowe dawcy stają się
bezużyteczne" a inne metody ratowania w warszawskiej klinice nie ówczesny
możliwe. "Inne metody ratowania życia (...) wszczepienie systemu wspomagania
serca, transplantacja serca i płuc, na które my byśmy się zdecydowali, w
klinice pana dr G. nie były, według naszej wiedzy, możliwe".
Czy rzeczywiście, nie dysponował innymi środkami? Chcieliśmy w szpitalu
MSWiA zweryfikować te informacje. Bezskutecznie. Rzeczniczka szpitala
odmówiła informacji, bo sprawa jest w prokuraturze.
« powrot
Copyright 1996-2008 Siatka Onet.pl SA