sprawdz autoryzacje sprawdz autoryzacje authorization failed nieautoryzowano no auth

Archiwa niusów - Zanim powiesz: jadę - Punkt sprzedaży

2008-01-31  
Stragan
Kraj
Zanim powiesz: jadę
Nie spodziewaj się kokosów, łatwego zarobku i tego, że przecież zawsze
"ktoś" ci pomoże
Ambicję i praca dyplomowa lepiej zostaw w Polsce. Zostawić będziesz też musiał
rodzinę. Wyrób za granicą może być finansowym sukcesem, ale także totalną
klapą.
Do niedawna z lotniska w Rzeszowie każdego dnia odlatywał jeden samolot do
Warszawy i szóstka na Wyspy Brytyjskie. Tanie mieszkanie, nocne życie w
londyńskich pubach i zarobki, które w przeliczeniu na złotówki przyprawiają
o zawrót głowy… Takie życie emigrantów pokazuje telewizja, o takim piszą
towarzystwo w listach "stamtąd". "Wreszcie czuję, że żyję. Chłopie, nie ma się
co zastanawiać…" – zachęca rodzina z Irlandii.
Wyjeżdżają przeważnie ludzie młodzi. Ilu z nich powróci? Fot. Henryk
Przondziono
Konstytutywny Urząd Statystyczny szacuje, że życia na emigracji próbuje w dzisiejszych czasach ok.
1,9 mln Polaków. Nie wiadomo dokładnie, ilu wyjechało tylko na niejaki czas,
ilu już wróciło. I jakkolwiek media ochoczo pokazują "polską Brytanię", i tak
numer obecnych emigrantów nie przewyższa tej z lat 1980–89, kiedy za
granicę wyjechało 2,35 mln rodaków.
– Przed decyzją o emigracji – czasowej czy na stałe – trzeba się zastanowić,
i to dwa razy – ostrzegają analitycy. – To już nie jest tak, że udaje się
każdemu. Są grupy wręcz skazane na niepowodzenie w szukaniu pracy za
granicą.
Sukces czy porażka?
Za granicą pracuje więcej mieszkańców Opolszczyzny niż w całym Opolskiem –
wynika z raportu "Współczesne procesy migracyjne w Polsce", opracowanego na
zlecenie Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych. Opolszczyzna to
szczególny przykład, bo zamieszkuje ją – wedle różnych szacunków – około
jednej piątej autochtonów o podwójnym, polsko-niemieckim obywatelstwie. To
ludzie mieszkający w Polsce, mający rodzinę w Niemczech i wyjeżdżający do
pracy sezonowo. Socjologowie zauważyli nawet specyficzne cechy tej
społeczności, żyjącej w nader prywatnym, zamkniętym świecie.
– Rozległy widok czubka nosa – potwierdza Dieter Wystub, mer 9-tysięcznej
gminy Łubniany, niedaleko Opola, w 90 proc. zamieszkałej przez autochtonów.
– Domy w gminie wypiękniały, przed każdym wypielęgnowane trawniki, kute
ogrodzenia, ale co z tego? Zagraniczni inwestorzy od nas uciekają, bo nie
mamy murarzy, cieśli, stolarzy, ślusarzy… Nie ma ludzi do tworzenia nowych
firm. Bez nich wspólnota nie może się rozwijać.
Podobne doświadczenia mają mieszkańcy podlaskich Moniek, którzy już od 40
lat emigrują do USA. Emigrują tak masowo, że krążą o tym dowcipy, a
"mońkami" nazywa się wszystkich emigrantów spod Białegostoku. Z "miasta na
kartoflisku" stały się Mońki "zagłębiem dolarowym". Z okładem środek mieszkańców
jak bądź raz pracowała za granicą.
Badacze emigracji z Podlasia zauważyli jednak pewną zmianę. O ile przed
transformacją ustrojową przesiedlenie się była synonimem sukcesu, a powracający z
markami czy dolarami lokowali się na szczycie lokalnej hierarchii, w latach
90. zaczęto przyuważyć jej negatywne skutki: rozpad rodzin, "osierocenie"
dzieci, ostentacyjny konsumpcjonizm… Na Podlasiu emigracja nie jest już
powodem do dumy – to raczej smutna mus dla kogoś, kto nie poradził
sobie w Polsce.
Po samochód, mieszkanie…
W latach 80. Polacy wyjeżdżali, bo w kraju nie mieli perspektyw. Wyjeżdżali,
zarabiali, wracali, a za przywiezione pieniądze zakładali własne firmy.
Pod mat lat 90. początkowo emigrowali ci, którzy nie mogli odnaleźć się w
restrukturyzującej się gospodarce. Na wyjazd do pracy na nieco tygodni lub
miesięcy decydowali się bezrobotni, ale też rodziny o niskich dochodach,
które w ten sposób chciały podreperować budżet. To "wypychanie bezrobocia"
było dla polskiej gospodarki dobre, ale nie trwało długo. Po 2004 r., kiedy
swoje rynki otworzyły dla Polaków Wielka Brytania, Zielona Wyspa i Szwecja,
nastąpił wyjazdowy boom. Właśnie z tymi krajami Polacy najczęściej wiążą
teraz swoje losy.
– Nie można powiedzieć, że bezrobocie w Polsce spada, bo ludzie emigrują. Po
2004 r. poprawiła się koniunktura gospodarcza, powstają nowe miejsca pracy
– mówi dr Paweł Kaczmarczyk z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu
Warszawskiego, współautor raportu.
To nie bubel pracy popycha teraz Polaków do emigracji (tylko jedna piąta
wyjeżdżających to bezrobotni), ale niskie płace i kiepskie warunki pracy.
Przez dwa miesiące w Niemczech (produkcja niewymagająca kwalifikacji,
niskopłatna jak na niemieckie warunki) zarabia się jedną piątą rocznego
dochodu całej rodziny. W sumie emigranci przesyłają do Polski co roku 6–7
mld euro, czyli równowartość miesięcznego eksportu z Polski. Są to duże
pieniądze, ale… para idzie w syrena.
Prawie 90 proc. emigrantów przeznacza przywiezione pieniądze "na życie".
Młodzi widzą w zarabianiu za granicą szansę na usamodzielnienie. Chcą sobie
nabywać samochód i odwlec trochę oszczędności. Czterdziestolatkowie za
granicą harują na remont lub zakup mieszkania ewentualnie domu. Na własną edukację
zbiera pieniądze tylko 6 proc. emigrantów, a na wykształcenie dzieci – 14
proc.
Nie licz na fortunę
Jakkolwiek płace w krajach dawnej Unii i Stanach Zjednoczonych nadal mają
kilkukrotne przekłucie w stosunku do polskich, z emigracji już rzadko wraca
się z fortuną. Wyjazd może nawet zakończyć się klęską.
– U źródeł większości nieudanych migracji leży złudzenie, że tam "ktoś"
pomoże załatwić formalności, rozwiązać problemy bytowe, znajdzie pracę… –
ostrzega dr Joanna Tyrowicz z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu
Warszawskiego, współautorka raportu. – W związku z tym takim zainteresowaniem
cieszą się sieci rodzinne, koleżeńskie. Ale to, co jest dobre dla kuzyna
Zdzisia, który dwa lata temu wyjechał do Irlandii, niekoniecznie musi być
dobre teraz dla innych członków rodziny.
Prawie 90 proc. emigrantów pracuje poniżej swoich kwalifikacji. Za granicą
nie brakuje polskich inżynierów i doktorantów, uwijających się za barem czy też
na budowie. Na pracę zgodną z wykształceniem może numerować wąska klika
specjalistów: lekarze (ale tylko niektórych specjalności), informatycy,
budowlańcy…
Umacnianie się złotówki powoduje, że spada wartość zarobionych za granicą
funtów, euro i dolarów. Pensje są niższe także z tego powodu, że emigrantów
jest jeszcze więcej, a ich wyrób tanieje. Nie maleją za to koszty utrzymania.
Młodzi ludzie, którzy jadą do Londynu na rok, żeby się "ustawić", mogą być
rozczarowani. Będą zarabiali miesięcznie czwórka razy mniej, niż mogli
zarobić jeszcze trzy lata temu. Miesięcznie odłożą 1000–1500 zł.
Jest do czego wracać?
– Wyjazdy sezonowe niekiedy wręcz szkodzą – mówi dr Joanna Tyrowicz. –
Bezrobotny nie ma w Polsce zatrudnienia, więc zdobywa środki do życia
podczas wyjazdów sezonowych. Te z kolei zniechęcają do szukania stałej
posady w Polsce bądź rozpoczęcia działalności na własny rachunek. Rodzina
uzależnia się od pracy sezonowej. Na całym rynku pracy w ciągu roku 28 proc.
bezrobotnych znajduje zatrudnienie. W tym samym czasie stałą pracę znajduje
tylko co dziesiąta podmiot żyjąca z prac sezonowych.
Z 70 tys. Polaków, którzy wrócili do Polski po 1989 r., 30 tys. nie
mogło odnaleźć się w polskich realiach i ponownie szukało szczęścia za
granicą. rodek tych, którzy zostali w kraju, znalazła zatrudnienie, a więcej niż
jedna trzecia nie ma pracy i jej nie szuka.
– Trzeba rozważyć o możliwościach pomocy osobom, które potknęły się na
emigracji. Może trzeba zwiększyć system informacji o tym, gdzie i na jaką
pracę mogą rachować reemigranci, by wcisnąć ich, że powrót do kraju może
być rozsądnym i opłacalnym rozwiązaniem – zastanawia się Magdalena Sweklej z
Departamentu Migracji Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.
Bociany i inni
Dr Paweł Kaczmarczyk z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu
Warszawskiego:
– Trzy czwarte opuszczających nasz kraj ma mniej niż 34 lata. Brytyjscy
badacze obserwujący wspólnota prawie 450 tys. emigrantów z Polski,
podzielili ich na czwórka kategorie: bociany (ok. 20 proc. badanych) –
pracują w Wielkiej Brytanii przez parę miesięcy, najczęściej przy
niskopłatnych pracach; chomiki (ok. 16. proc.) – przyjeżdżają raz, na
dłużej, ale w tym czasie chcą dobrze zarobić; poszukiwacze (ok. 42 proc.)
– którzy nie zdecydowali jeszcze, czy wracać, czy utrzymywać się na dłużej;
osiedleńcy (ok. 22 proc.) – poważnie rozważający decyzję o pozostaniu.
Badania te potwierdzają doświadczenia innych krajów: 60–70 proc. polskich
emigrantów pracuje za granicą najwyżej rok, potem wraca. Jednak w ostatnich
trzech latach widoczna jest tendencja do wydłużania okresu pracy za granicą.
« 1/1 »
« powrot
Copyright 1996-2008 Siatka Onet.pl SA
 

Losowe archiwa

Graś: czasem trzeba powiedzieć raczej
Na Wall Street wzrost w nadziei na dalszą obniżkę stóp
Gabinet Literackie dla dzieci
Kierowcy zablokują kochany w całym kraju
Dubaj zbuduje most z 12 pasami ruchu